środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 1

Michelle Pov:
Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy się wybrałam na wyścigi motorowe. Ten zapach, ta przestrzeń. Ta zimna kurtka skórzana na moich ramionach i on. On był pierwszym który mnie zabrał na ten wyścig. Przyszłam jako skromna dziewczyna z koleżankami chcąc zrobić coś niebezpiecznego rozerwać się. Pamiętam to jak dziś. Kiedy zobaczyłam jego chłodno-niebieskie tęczówki od razu coś do niego poczułam. Nie wyróżniałam się zbytnio z tłumu. Zwykła osoba. Jeszcze wtedy miałam dużo szacunek do mojego ciała jak i do ubioru. Jednak on dostrzegł we mnie to "coś." Mama mi nie pozwoliła się z moim spotykać, ojciec tak samo. Nie mogłam, bo czułam do niego więcej niż do samej siebie. On pokazał mi świat w innym świetle. Nigdy mnie nie skrzywdził, choć każdy mi to wmawiał że on mnie zdradza. Bo niby czemu miałby mnie kochać? A jednak mnie kochał. Ufając mu bezgranicznie oddałam mu się. Nie żałuję tego. Był tego w stu procentach wart. Do momentu w którym go poznałam moje życie było nudne. Nie przeklinałam, nie piłam, nie paliłam. Wciągnął mnie w to wszystko, fakt. Ale mnie nigdy to tego nie przekonywał. Sama się na to zdecydowałam. Jeździłam z nim każdym razem. Tak też było tym razem. Ten dzień zapamiętam do końca mojego życia. Był niesamowicie szczęśliwy bo skończył szkołę. Ja byłam dopiero w trzeciej gimnazjum, a on już w klasie maturalnej. Wiek dla nas nic nie znaczył. Ubrałam jego ulubione dżinsy i usiadłam wraz z nim na motorze. Przed wyścigiem znów powiedział, że mnie kocha i pocałował mnie długo. Inaczej niż zazwyczaj. Bardziej z uczuciem. Jakby wiedział, że ma się coś stać. Jednak nie zwróciłam na to uwagę. Kiedy odwrócił się za siebie, żeby zobaczyć czy ma jakiś przeciwników nie zobaczył wielkiej ściany. A powienien ją pamiętać. Zjeździł tam od kilku lat. Potem już wszystko zwolniło tępo. Przyjechała policja, pogotowie. A ja widziałam go jak leży w kałuży krwi. Nie zapomnę tego widoku do końca życia. Miałam próbę samobójczą. Byłam w złym stanie psychicznym, ale nie chciałam żeby ktoś mi pomógł. Wiedziałam, że sama stanę na nogi. I tak też było. Jego najlepszy przyjaciel Chuck pomógł mi. Jemu tak samo było trudno jak mi. On w sumie znał się z nim od dziecka. Wychowywali się razem. Sam brał udziały w wyścigach, jednak był bardziej uważny od Tony'ego. W pewnym sensie Chuck mi pomógł się wydostać z tego gówna. Chodziłam na wyścigi, lecz nigdy nie było tak jak dawnej. Teraz ja stałam z chorągiewką i machałam na start. Wszyscy mnie tam dobrze znali, znali także moją historię. Dzięki czemu byli dla mnie jak rodzina. 
-Mamo wychodzę!
Oznajmiłam krzykiem moją rodzicielkę. Ona była temu wszystkiemu przeciwna. Jednak nie miała nic do gadania. Nałożyłam w przedpokoju Vagabondy i poprawiłam moje poprzecierane spodnie "boys", zsuwając je bardziej na biodra. Poprawiłam biały crop top nasuwając go bardziej na brzuch i narzuciłam na ramiona kurtkę skórzaną. Poprawiłam jeszcze moje włosy w wysokim kucyku i pomalowałam moje wargi czerwoną szminką. Dojrzałam od wypadku Tony'ego. Wiem, że to on teraz nade mną czuwa. Wiedziałam to. Wzięłam jeszcze moją torebkę i pokierowałam się w stronę ciemnej strony miasta. Teraz bym nie przeżyła gdybym nie była wieczorem na wyścigu. To jest jak mój rytułał od roku. Będąc na miejscu zobaczyłam Chucka,a koło niego codziennie inną dziewczynę.
-Witam Chuck!
Z uśmiechem się w niego wtuliłam, a on odwzajemnił mój uśmiech układając swoje dłonie na mojej talii, przyciskając tym samym mnie bardziej do niego. 
-Jak się dziś trzymasz mała?
Powiedział odchylając się ode mnie, tym samym mierzył mnie wzrokiem. Wiedział doskonale, że nigdy na niego nie spojrzę jako "chłopaka", dlatego takie rzeczy robił w formie żartu.
-Nawet misiek, aha i nie zapominaj używać prezerwatywy. Pamiętasz co się ostatnio stało?
Zaśmiałam się cicho, przypominając sobie scenę jak siedzieliśmy na imprezie po wyścigu i przyszła do niego dziewczyna z brzuchem. Nie był taki duży, ale było widać że jest w ciąży. Chuck ma po prostu za duże powodzenie u dziewczyn. Miał krótkie, ale za to jakie gęste blond włosy i te błękitne oczy, za które wszyskie dziewczyny go kochają. W tym ja. 
-Dobrze maleńka, będę pamiętał. Dzisiaj przyjeżdża nowy, który był mistrzem w innym mieście. 
-No u nas też  był tylko jeden mistrz.
Mruknęłam cicho, a nasze myśli od razu popłynęły w stronę Tonego.  Minął już prawie rok od jego śmierci. Przystosowałam się do myśli, że jego już nie ma. Ale bardzo lubię wspominać nasze wspólne chwile.
-Dobra, Chelle, nie będziemy dalej wspominać bo za chwilę będziemy płakać, a tego przecież nie chcemy prawda? Nazywa się Justin, podobno też handluje narkotykamy, niebezpieczny gość. 
-Proszę cię, Chuck, nie zbliżaj się do niego. Nie lubię kiedy masz problemy.
-Ależ ja uwielbiam, kiedy ty się o mnie troszczysz. Słuchaj Chelle, masz chorągiewkę i się powoli ustawiaj, ja muszę zadbać o wszystkie szczegóły.
-Dobrze szefie.
Zaśmiałam się głośno, kiedy powoli ruszyłam w stronę wielkich pudłów i rzuciłam tam moją torebkę, gdzie zazwyczaj ona przebywa i ustawiłam się na moim miejscu. Dzisiejsza noc była zimna, dlatego nie ściągałam kurtki. W pewnym momencie usłyszłam głośny warkot motorów. W ostatnim momencie zrzuciłam moją kurtkę, zagryzając swoją dolną wargę. Duża grupka chłopaków na czarnych motorach podjechała pod start, a Chuck zaraz do nich podjechał. Moją uwagę skupił brunet, który miał apaszkę założoną na twarzy. Naprawdę wyglądał na niebezpiecznego. Jak zeskoczył z motoru to mój wzrok skupił się na wybrzuszeniu z boku jego spodni. Kurwa on nosił pistolet. Wiedziałam takie rzeczy, bo Tony też tak nosił. Czego byłam sprzeciwna, dlatego potem jej już nie nosił. Gdy się przywitali na twarz Chucka, wpłynął uśmiech. To musiał być ten cały Justin. Co on u licha u nas robi? W pewnym momencie ich wzrok powędrował na nas. A Chuck pokiwał głową na boki. O co może chodzić?

Justin Pov:
Już z trzeciej szkoły mnie wypieprzyli. Ileż można? Za niedługo w każdym pierdolonym stanie tego państwa będę mieszkał. Teraz padła kolej na Queens. Może będą tam jakieś księżniczki? Jeżeli będą to na pewno nie uciekną przez tatusiem, który się nimi dogłębnie zajmie. A czemu wyleciałem ze szkoły? Bójki i sprzedaż narkotyków. Jeszcze pierdolony rok i wychodzę z tej szkoły. Jakbym już nie mógł być w trzeciej klasie. I tak już zarabiam na moje życie więc jaki to ma pierdolony sens? A ma, bo mój wielce kochany tatuś chce żebym był prawnikiem. Warte śmiechu. Niech on się lepiej zajmuje tą cizią w jego zamku, bo ja się nią zajmę. Był w chuj bogaty, ale nie potrzebowałem od niego nic. Zawsze sobie sam radziłem. Może dlatego dla niego taki byłem bo wyrzucił moją matkę na śmietnik gdzie umarła? Tylko ja o niej kurwa pamiętałem i chodziłem jej dawać jedzenie. Ostatnim razem jak do niej przyszedłem to leżała z podciętymi żyłami. Wiedziałem, że tak dla niej będzie lepiej więc nawet nie wzywałem pogotowia, żeby ją ratować. Nawet na jej pierdolony pogrzeb nie przyszedł kutas jebany. 
Słyszałem, że to miasto jest bardzo znane z wyścigów. Dlatego też się w nie wkręciłem. Zawsze w nich byłem mistrzem. Jak już sobie wynająłem dom  i koledzy do mnie przyjechali to od razu się pokierowaliśmy na wyścigi bo nie chciałem się przecież spóźnić. Jak już chciałem podjechać na metę startową to zatrzymał mnie jakiś typ. W sumie to kojarzyłem go z opowieści moich kumpli. Jeden z najlepszych, najlepszy był ten co zginął. Szkoda typa, ale takie jest życie. 
-Witam pana.
-No siema Justin, miło cię widzieć. 
-Chuck, tak?
-Dobrze, że się już znamy. 
-Po dobrym wyścigu możemy zajarać, więc zapraszam do siebie.
-Dzięki, na pewno wpadnę. Masz już jakąś laskę do towarzystwa?
Pokiwałem na boki, a w tym momencie spojrzałem przed siebie i aż oblizałem dolną wargę ze smakiem. Blondynka stojąca na mecie  z chorągiewką zrobiła na mnie cholerne wrażenie. Nie musiała mieć spódnicy, która ledwie zakrywała jej tyłek żeby mnie podniecić. I te jej kurewsko czerwone wargi. Chyba była najbardziej z wszystkich odpowiednich tutaj dziewczyn. W sumie to żadnych innych nie widziałem, bo przyćmiła wszystkie. Chuck patrząc gdzie ja patrzę od razy pokiwał głową na nie.
-Czemu stary? Ona aż się prosi żeby ją wylizać.
-Powiedziałem, że kurwa nie.
-Spoko, czemu się unosisz? Jest twoja? Mogłeś tak od razu, nie ruszam kumplów lasek.
Powiedziałem zgodnie z prawdą. Każdą laskę ruszam, ale nie kumplów. A on już w pewnym sensie był moim kumplem. 
-Nie jest moja.
-To mogę?
-Nie. 
-Nie czaję cię stary. 
-Opowiem ci po wyścigu, okej? W ogóle możemy u ciebie zrobić imprezę, jest taki zwyczaj.
-No spoko, mam nową chatę. 
Już nie chcąc  z nim rozmawiać nasunąłem chustkę aż pod oczy, podjeżdżając pod metę. Kiedy Chuck mówił, że jest u mnie impreza każdy skierował na mnie swój wzrok. Poznacie prawdziwe imprezy dziwki. Zmierzyłem wzrokiem znów blondynki ciało, zaglądając w jej oczy. Niebieski przechodzący w zielony. Ciekawe połączenie. Musiałem jak najszybciej odjechać bo moje wybrzuszenie by się powiększyło. Co się do chuja ze mną działo? Kiedy w końcu wymachnęła tą chorągiewką to ruszyłem przed siebie jak najszybciej się dało. A moje emocje odparowały.

Michelle Pov:
Nie mogłam wytrzymać jego gorącego wzroku na moim ciele. Był niebezpieczny i to bardzo, a on w pewnym sensie mi się podobał. Nie, nie mogłam się do tego przyznać. Nie podoba mi się żaden facet. Cieszyłam się kiedy odjechali, bo nie czułam tego upartego wzroku. Raczej na każdym wyścigu faceci wciskali we mnie swój zboczony wzrok, ale byłam przyzwyczajona. Może po prostu jest on nowy i się go boję i dlatego tak na mnie działa? Tak to na pewno jest to. Inaczej nigdy w życiu bym się tak nie czuła. Widząc jak nadjeżdżają szybko usunęłam się z ich pola widzenia. Jeszcze ta cholerna impreza u niego w domu. Zapalając papierosa, przyglądałam się wyścigowi. Wygrał Justin, bo nie miał laski czyli nie miał obciążenia. Ale tak to na drugim miejscu był Chuck. On zawsze był najlepszy. Schodząc z motorów, obydwoje się pokierowali w moją stronę.
-Nie miałeś stary laski, tak się nie liczy.
-Okej w takim razie jutro rewanż. 
-Ej misiek ja pojutrze mam sprawdzian. 
Jęknęłam przeciągle patrząc w oczy Chucka, wiedziałam że zawsze muszę być przy jego boku, bo mówił że przy mnie ma szczęście. Chłopak śmiejąc się pocałował mnie w czoło i zabrał mi papierosa, żeby sam się nim zaciągnął.
-I tak dobrze go napiszesz.
-Bo jestem zdolna! Gdybym nie była to bym była przez ciebie w dupie!
Śmiejąc się kopnęłam go obcasem w tyłek, bo stał tyłem do mnie śmiejąc się ze mnie. W pewnym momencie się odwrócił i wyrzucił peta.
-Ty chyba sobie jaja ze mnie robisz.
-Z ciebie Chell, nigdy. Zapalisz sobie jeszcze jednego. Albo wiem, nie zapalisz bo to tobie szkodzi.
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale chyba powinieneś mnie zapoznać z twoją piękną przyjaciółką.
Odezwał się głęboki, niski głos za który był mogła się zabić. Cholera moje myśli idą w złą stronę. Dzięki Bogu że koło mnie stał Chuck i wyrwał mnie z mojej zadumy.
-Ah tak, Chelle to jest Justin. Justin to jest Chelle.
-Mam rozumieć, że to jest tylko dla przyjaciół?
Patrząc w jego czarne oczy podałam mu moją dłoń, a on ją chętnie ścisnął. Pokiwałam głową, a on dalej zaczął mówić tym swoim niskim głosem.
-Więc jak masz pełne imię?
-Michelle. Ale jak chcesz mówić Chelle, to spoko. Mnie to nie przeszkadza.
Wygięłam moje usta w lekkim uśmiechu, a następnie zabrałam swoją rękę od jego. Chcąc przerwać z nim mój kontakt wzrokowy to sięgnęłam moją dłonią po telefon, patrząc że mam nieodebrane połączenie i wiadomość.
-Kurwa Eff dzwoniła.
-Znowu się pocięła?
-Chuck!
Krzyknęłam na niego, a on od razu się uspokoił. Effy to była moja dobra koleżanka, która tylko mi zaufała dzięki Bogu i kiedy miała się ciąć to od razu dzwoniła. Ja zawsze odbierałam, bo chciałam sie dowiedzieć co się stało, jednak tym razem nie odebrałam. Gdy zobaczyłam wiadomość to z jednej strony odetchnęłam z ulgą.
-Kurwa jak mnie ta głupia idiotka przestraszyła. Mamy jutro sprawdzian z matmy. 
-Czemu ona cię do chuja wciąga w swoje życie?
-Tylko ja jej mogę pomóc Chuck, poza tym chyba coś o tym wiesz więc proszę cię.
Wstając ubrałam swoją kurtkę i założyłam na ramię torebkę. A Justin tylko stał się patrzył na nas. Pewnie nawet nie wiedział o co chodzi.
-Chelle, przepraszam. 
-No spoko, poza tym jest 1 w nocy i mam jeszcze czas żeby się pouczyć.
-No chodź z nami na imprezę.
-Chuck ty masz 20 lat, ja tylko 16 muszę się jeszcze uczyć.
-No chodź mała…
Spojrzał na mnie tymi swoimi oczami, a ja od razu się zgodziłam.
-Ale jest mały problem.
-Dawaj.
-Pojedziesz z Justinem.
-Chuck…
-Obiecałem pewnej dziewczyny, strace darmowe ruchanko.

Justin od razu się zaśmiał. Boże czy oni na prawdę są wszyscy tacy sami? 

1 komentarz:

  1. Więcej opisów sytuacji, mniej dialogów, powodzenia w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń